Sprinty pod górę kontra długie odcinki w niskiej kadencji — co naprawdę buduje moc?

Najważniejsze informacje

  • Trening z niską kadencją może wyglądać podobnie na papierze, ale 10-sekundowy sprint pod górę przy około 40 rpm i 4-minutowy odcinek przy 50 rpm oraz 85–90% FTP są zupełnie różnymi bodźcami.
  • W opisanym badaniu 46 dobrze wytrenowanych kolarzy trenowało przez 10 tygodni przy tej samej ogólnej objętości i rozkładzie intensywności. Różnił ich tylko rodzaj treningu siłowego na rowerze.
  • Grupa wysokiej intensywności wykonywała 2 razy w tygodniu 5 serii po 7 sprintów trwających około 10 sekund, ze startu zatrzymanego, na siedząco, pod górę o nachyleniu około 6% i przy kadencji około 40 rpm.
  • Między sprintami stosowano 4 minuty odpoczynku, a siła na pedale wynosiła około 70% maksymalnej siły dynamicznej.
  • Grupa średniej intensywności wykonywała 2 razy w tygodniu 5 × 4 minuty przy 50 rpm i intensywności 85–90% FTP, z 2 minutami odpoczynku.
  • Trzecia grupa wykonywała ten sam trening wytrzymałościowy, ale bez dodatkowego treningu torque.
  • Istotne statystycznie poprawy odnotowano przede wszystkim w grupie wykonującej krótkie sprinty o wysokiej intensywności.
  • Moc przy VO2max wzrosła w tej grupie o 4,9%, podczas gdy w grupie wykonującej dłuższe odcinki z niską kadencją poprawa wyniosła 1,0%.
  • Moc na drugim progu wentylacyjnym, odpowiadającym w przybliżeniu okolicom FTP, wzrosła o 3,2% w grupie sprintowej wobec 1,4% w grupie średniej intensywności.
  • Moc na pierwszym progu wentylacyjnym wzrosła w grupie sprintowej o 3,2%, a szczytowa moc w 30-sekundowym teście Wingate o 5,8%.
  • W grupie sprintowej zwiększył się również przekrój poprzeczny mięśni czworogłowych o 3,5%.
  • Efektywność kolarska nie poprawiła się w żadnej z grup, więc w tym badaniu trening torque nie przełożył się na lepszą ekonomię jazdy.
  • Długie odcinki wykonywane przy 50–60 rpm i około 85–90% FTP nie przyniosły wyraźnych dodatkowych adaptacji w porównaniu z samym treningiem wytrzymałościowym.
  • Nie oznacza to, że dłuższa jazda na niskiej kadencji jest całkowicie bezużyteczna. W artykule wskazano jej zastosowanie m.in. w pracy nad techniką pedałowania, oswajaniu się z większym przełożeniem i przygotowaniu do jazdy w górach.
  • Jeśli celem jest jednak rozwój mocy, badanie przedstawione w artykule wskazuje na znacznie większą skuteczność krótkich, maksymalnych sprintów pod górę niż długich odcinków w niskiej kadencji.
  • Sprint powinien być wykonywany z pełną intencją maksymalnego wysiłku. Nie chodzi o „mocniejsze pedałowanie”, ale o bardzo dynamiczne generowanie siły od pierwszych sekund.
  • Pełny odpoczynek pomiędzy powtórzeniami jest kluczowy. Skracanie przerw może obniżyć jakość kolejnych sprintów i zmienić charakter treningu.
  • Przykładowy schemat zbliżony do badania to 2 sesje tygodniowo, każda po 5 serii × 7 sprintów po 10 sekund, na podjeździe 5–7%, przy około 40 rpm, z 4 minutami odpoczynku między sprintami i 5–6 minutami między seriami.
  • Taki trening powinien być wykonywany na świeżo, po dokładnej rozgrzewce i najlepiej w okresie, w którym organizm dobrze toleruje mocne bodźce.
  • Najważniejszy wniosek jest taki, że w treningu siłowym na rowerze sama niska kadencja nie jest najważniejsza. Kluczowe znaczenie ma intensywność i rzeczywista siła generowana na pedale.

Mocna kadencja, ciężki bieg, podjazd. Każdy kolarz, który ma za sobą kilka sezonów, słyszał o treningu torque — czyli pedałowaniu z wymuszoną niską kadencją i wyższą siłą na pedale. Stosują go amatorzy w Beskidach, stosują zawodowcy w Tour de France. Tylko pytanie: czy każda forma niskiej kadencji daje to samo? Bo różnica między 4-minutowym odcinkiem w okolicy FTP przy 50 rpm a 10-sekundowym sprintem na 6% pod górę przy 40 rpm to dwa różne światy fizjologiczne.

W maju 2026 r. w Scandinavian Journal of Medicine & Science in Sports ukazało się badanie zespołu de Pablos (Universidad Europea de Madrid), które wprost porównało te dwa podejścia w jednej grupie kolarzy. Wyniki są na tyle jednoznaczne, że warto je rozłożyć na czynniki pierwsze.

badanie sprinty kontra długie odcinki

Co dokładnie zrobili?

46 dobrze wytrenowanych kolarzy szosowych (średnie VO2max 63 ml/kg/min, zakres 56–78) trenowało przez 10 tygodni. Wszystkie trzy grupy realizowały tę samą ogólną objętość i podział na strefy mocy. Różnił je tylko jeden bodziec — typ pracy siłowej na rowerze.

Grupa HTRQ (wysoka intensywność siłowa): 2 razy w tygodniu sesja 5 serii po 7 sprintów ze startu zatrzymanego, pod górę 6%, na siedząco, na ciężkim biegu. Kadencja około 40 rpm, sprint trwał około 10 sekund, recovery 4 minuty. Siła na pedale: około 70% maksymalnej siły dynamicznej.

Grupa MTRQ (średnia intensywność siłowa): 2 razy w tygodniu 5×4 minuty przy 50 rpm, intensywność 85–90% FTP, 2 minuty recovery. Siła na pedale: około 35% maksymalnej siły dynamicznej.

Grupa kontrolna: ta sama wytrzymałość, zero torque.

Co wyszło?

Tylko grupa HTRQ poprawiła się w sposób istotny statystycznie. I to praktycznie wszędzie.

Moc na VO2max: HTRQ +4,9% (z 5,9 do 6,2 W/kg). MTRQ +1,0%. Kontrola +1,3%.

Moc na drugim progu wentylacyjnym (VT2, czyli to co większość z Was zna jako okolice FTP): HTRQ +3,2%. MTRQ +1,4%. Kontrola −0,6%.

Moc na pierwszym progu (VT1, okolice AeT/LT1): HTRQ +3,2%. MTRQ +1,7%. Kontrola −0,6%.

Wingate (30-sekundowy test all-out) moc szczytowa: HTRQ +5,8%. MTRQ +1,3%. Kontrola −2,3%.

Przekrój poprzeczny mięśni czworogłowych: HTRQ +3,5%. MTRQ +0,7%. Kontrola −3,0%.

Efektywność kolarska (ile energii metabolicznej przekłada się na watty na pedale) nie zmieniła się w żadnej grupie. To istotne — bo często słyszę pytanie, czy torque „poprawia ekonomię”. Tu odpowiedź brzmi: nie. Daje za to coś innego.

Co to oznacza w praktyce dla kolarza trenującego w Polsce?

Pierwsza rzecz, którą trzeba sobie powiedzieć szczerze: większość amatorów, których spotykam, robi torque w wersji średniej intensywności. Czyli wjazd na Przehybę, Halę Łabowską albo Cergową w korbach 50/34 × 25, kadencja spada do 60–65, watty siedzą w okolicach 90% FTP. To jest klasyczny MTRQ. I to badanie pokazuje, że po 10 tygodniach takiej pracy adaptacje są praktycznie żadne, ponad to co dałaby normalna jazda.

Z drugiej strony — sprinty pod górę. 10 sekund, maks, z miejsca, na ciężkim biegu, na podjeździe rzędu 6–8%. W naszych warunkach to coś, co można zrobić na praktycznie każdym podjeździe, również pod przysłowiowy wiadukt.

Drugi punkt: kluczowa jest pełna intencja. Sprint ze startu zatrzymanego nie jest tym samym co „mocniejsze pedałowanie pod górę”. To ma być wybuch — pierwsze 3 sekundy boli najbardziej, czujesz, że ciało walczy o utrzymanie rytmu. Jeśli po 10 sekundach możesz spokojnie kontynuować, to znaczy, że nie dałeś z siebie wszystkiego.

Trzeci punkt — i tu uwaga dla osób po 40-tce z którymi pracuję — taki bodziec wymaga porządnego rozgrzania i pełnego recovery. 4 minuty między sprintami to nie przesada. Krótsze przerwy obniżą jakość kolejnych powtórzeń i całość zamieni się w pseudo-VO2max, a nie sprinty siłowe.

Czy to oznacza, że MTRQ jest bezużyteczne?

Niekoniecznie. Praca przy 50–60 rpm w okolicach FTP ma swoje miejsce — głównie jako element nauki techniki pedałowania, pracy z miernikiem mocy, oswajania się z większymi przełożeniami przed sezonem górskim. Ale nie traktujmy jej jako bodźca rozwojowego dla mocy progowej. To badanie wprost mówi: ten sam czas zainwestowany w sprinty 10-sekundowe pod górę dał poprawę kilka razy większą — i to nie tylko anaerobowo, ale też w parametrach typowo tlenowych.

Konkret na najbliższe tygodnie

Jeśli wracacie do struktury treningu po okresie bazowym i zastanawiacie się, jak włączyć pracę siłową na rowerze, proponuję schemat zbliżony do tego z badania: 2 sesje w tygodniu, każda składa się z 5 serii × 7 powtórzeń, 10 sekund maksimum ze startu zatrzymanego, pod górę 5–7%, na ciężkim biegu (kadencja w okolicach 40 rpm), na siedząco. Recovery 4 minuty między sprintami, 5–6 minut między seriami. Łącznie sesja zajmuje około 1h 15min z rozgrzewką i schłodzeniem.

Jeden warunek — robicie to świadomie, z miernikiem mocy, w okresie kiedy organizm jest wypoczęty. Nie na końcu tygodnia po trzech ciężkich treningach. To bodziec wymagający, ale konkretny. I — jak pokazuje to badanie — po prostu działa.

Źródło

de Pablos R., Valenzuela P.L., Martínez-Cava A. i in. The Role of Pedaling Intensity During Torque Training in Cyclists: A Three-Arm Randomized Controlled Trial. Scandinavian Journal of Medicine & Science in Sports 36, no. 5 (2026): e70294.Arek KogutUCI Cycling Coach, założyciel Way2Champ


Myślisz o treningach kolarskich? Jeśli chcesz przenieść swoją jazdę na wyższy poziom, mamy dla Ciebie dwie świetne opcje:

  • Gotowe plany treningowe – jeśli wolisz coś gotowego, wybierz jeden z naszych planów i zacznij realizować swoje cele już dziś!
  • Indywidualna opieka trenera – pracuj 1:1 z doświadczonym trenerem, który będzie stale czuwał nad indywidualnym dopasowaniem obciążenia treningowego i wspierał Cię w kolarskim rozwoju.

Sprawdź indywidualną opiekę trenera

Komentarze

Chcesz trenować z nami? Napisz →